Biography  |  Bibliography  |  Articles  |  Lectures  |  Photos  |  Videos  |  Quotes  |  Links  

Michael Hardtand Antoni Negri. Walka o „prawdziwą demokrację” w samym sercu Occupy Wall Street.

Michael Hardt and Antoni Negri. "Walka o „prawdziwą demokrację” w samym sercu Occupy Wall Street." in: korporacja ha!art. October 11, 2011. Translated into Polish by Wiktor Marzec.

Translations:

Michael Hardt and Antoni Negri. "The Fight for 'Real Democracy' at the Heart of Occupy Wall Street." in: Foreign Affairs. October 11, 2011. (English).
Michael Hardt and Antoni Negri. "Occupy Wall Street en tant que combat pour une „vraie démocratie". in: Kales Over Blog. October 15, 2011. (French).
Michael Hardt and Antoni Negri. "Le combat pour la "démocratie réelle" au cśur de "Occupy Wall Street"." in: Mouvements. October 15, 2011. Translated into French by Nicolas Haeringer.
Michael Hardt and Antoni Negri. "La lucha por la “democracia real” en el corazón de Occupy Wall Street." in: The Tusk of the Translator. October 14, 2011. Translated into Spanish by Max Hernández Calvo.
Michael Hardt and Antoni Negri. "Walka o „prawdziwą demokrację” w samym sercu Occupy Wall Street." in: korporacja ha!art. October 11, 2011. Translated into Polish by Wiktor Marzec.

Protesty pod sztandarem Occupy Wall Street znajdują oddźwięk wśród tak wielu ludzi nie tylko dlatego, że wyrażają rozpowszechnione poczucie ekonomicznej niesprawiedliwości, ale także, co być może nawet bardziej istotne, ponieważ dają wyraz politycznemu rozżaleniu i niespełnionym aspiracjom. Jako, że protesty rozprzestrzeniły się z Manhattanu na miasta i miasteczka w całym kraju, ukazały dobitnie, że oburzenie na korporacyjną chciwość i ekonomiczną nierówność jest prawdziwe i dogłębne. Ale równie istotny jest też protest przeciw brakowi, lub niepowodzeniu, politycznej reprezentacji. Nie chodzi o kwestię, czy ten lub ów polityk albo ta czy inna partia jest nieefektywna albo skorumpowana (choć i to oczywiście jest prawdziwe) ale o to, że przedstawicielski system polityczny jako taki jest nieadekwatny. Ten ruch protestu ma szansę, a być może nawet musi, przekształcić się w prawdziwy demokratyczny proces konstutyuujący.

Ujrzymy polityczną twarz protestów Occupy Wall Street, gdy tylko rozpatrzymy je na tle innych protestujących obozowisk z ostatniego roku. Razem tworzą one wyłaniający się cykl walk. W wielu przypadkach wpływy są zupełnie jawne. Occupy Wall Street czerpie inspirację z protestacyjnych obozowisk na placach Hiszpanii, które rozpoczęły się 15 maja i inspirowały się okupacją kairskiego placu Tahir, która odbyła się tej wiosny. Do tej kwestii następowania po sobie demonstracji powinno się dodać serię pokrewnych wydarzeń, takich jak rozległe protesty przed siedzibą władz stanu Wisconsin, okupacja placu Syntagma w Atenach i izraelskie miasteczka namiotowe wznoszone w imię sprawiedliwości ekonomicznej. Kontekst tych różnorodnych wystąpień jest oczywiście bardzo różny i nie są one prostymi powtórzeniami tego samego wydarzenia w różnych miejscach. Raczej, każdemu z tych ruchów udało się dostosować kilka wspólnych elementów do specyficznych sytuacji.

Na placu Tahir polityczna natura protestu i fakt, że protestujący nie mogli być w jakimkolwiek sensie reprezentowani w obrębie istniejącego reżimu były oczywiste. Żądanie „odejścia Mubaraka” okazało się wystarczająco potężne by nadać kierunek wszystkim innym kwestiom. W następujących potem wystąpieniach na madryckim Puerta del Sol i Plaça Catalunya w Barcelonie krytyka politycznej reprezentacji była bardziej złożona. Hiszpańskie protesty scaliły szeroki wachlarz roszczeń socjalnych i ekonomicznych – dotyczących między innymi zadłużenia, mieszkalnictwa czy edukacji – ale ich oburzenie ogniskowało się na systemie politycznym w ogóle niezdolnym do podjęcia tych kwestii, co zresztą hiszpańska prasa wcześnie rozpoznała jako podstawowe oblicze tych walk. Przeciw pozornej demokracji oferowanej przez obecny system przedstawicielski, protestujący wysunęli jeden ze swoich głównych sloganów, „Democracia real ya!” czy „Prawdziwa demokracja teraz!”.

Occupy Wall Street powinno być zatem rozumiane jako dalszy rozwój czy element ciągu tych politycznych żądań. Jednym oczywistym i jasnym przesłaniem protestów jest to, że bankierzy i przemysły finansowe w żaden sposób nas nie reprezentują: Co jest dobre dla Wall Street z pewnością nie jest dobre dla kraju (czy świata). Bardziej znacząca porażka przedstawicielstwa musi zatem zostać złożona na karb polityków i partii politycznych mających reprezentować interesy ludzi, ale zdecydowanie wyraźniej reprezentujących banki i ich wierzycieli. Takie rozpoznanie prowadzi do pozornie naiwnego, podstawowego pytania: czy demokracja nie ma być władzą ludzi nad polis – a zatem całością życia społecznego i gospodarczego? Zamiast tego wydaje się, że politycy stali się sługami interesów ekonomicznych i finansowych.

Wskazując na polityczną naturę protestów Occupy Wall Street nie mamy na myśli ujęcia ich jako sporów między Republikanami a Demokratami, czy przygód administracji Obamy. Jeśli ruch będzie dalej rósł to oczywiście może zmusić Biały Dom czy Kongres do podjęcia jakichś działań, i może nawet stać się istotnym punktem spornym podczas nadchodzących wyborów prezydenckich. Ale administracje, tak Obamy jaki i Georga W. Busha, są na równi odpowiedzialne za gwarancję i subwencje dla banków; brak reprezentacji uwypuklony przez protesty odnosi się do obu partii. W tym kontekście hiszpańskie wezwanie do „prawdziwej demokracji” brzmi zarazem nagląco jak i wyzywająco.

Jeśli te wszystkie różnorodne protestacyjne obozowiska – od Kairu i Tel Awiwu do Aten, Madison, Madrytu, a teraz Nowego Jorku – wyrażają niezadowolenie z istniejących struktur politycznej reprezentacji, to co oferują jako alternatywę? Czym jest owa „prawdziwa demokracja”, którą proponują?

Najłatwiej uchwytny aspekt leży w wewnętrznej organizacji samych tych ruchów – zwłaszcza zaś w sposobach w jakie eksperymentują one z nowymi demokratycznymi praktykami. Wszystkie te ruchy rozwijały się jako to, co nazywamy „formą wielości” i charakteryzowały się powszechnym występowaniem zgromadzeń i partycypacyjnych mechanizmów podejmowania decyzji (warto odnotować w tym względzie, że Occupy Wall Street i wiele innych podobnych demonstracji ma swoje korzenie w alterglobalistycznych ruchach protestu przynajmniej od Seattle w 1999 roku po Genuę w 2001).

Wiele napisano o sposobach w jakie media społecznościowe, jak Facebook czy Twitter były wykorzystywane w tych zgromadzeniach. Oczywiście takie sieciowe instrumenty nie tworzą tych ruchów, ale są dla nich dogodnymi narzędziami, ponieważ w pewien sposób odpowiadają horyzontalnej strukturze sieciowej i demokratycznym eksperymentom samych tych ruchów. Innymi słowy, Twitter jest użyteczny nie tylko do rozgłaszania wydarzenia, ale i do zbierania poglądów wielkiego zgromadzenia dotyczących określonej decyzji w czasie rzeczywistym.

Nie oczekujmy zatem, że protestujące obozowiska wykształcą swoich liderów czy politycznych reprezentantów. Żaden Martin Luther King nie wyłoni się z okupacji Wall Street i innych miejsc w USA. Tak czy owak – a należymy z pewnością do tych, którzy uważają to za obiecujący rozwój wydarzeń – ten nabierający kształtu cykl ruchów będzie wyrażał się poprzez horyzontalne, partycypacyjne, pozbawione reprezentantów struktury. Tego typu eksperymenty z demokratycznym organizowaniem się prowadzone na małą skalę musiałyby oczywiście zostać rozwinięte dużo bardziej zanim mogłyby wyrażać sobą skuteczne modele społecznej alternatywy, jednak w tym momencie są one już potężne w wyrażaniu aspiracji do „prawdziwej demokracji”.

Stawiając czoła kryzysowi oraz dostrzegając wyraźnie sposób w jaki zarządza nim dzisiejszy system polityczny, młodzi ludzie zasiedlający różne protestujące obozowiska z niespodziewaną dojrzałością, rozpoczynają stawiać pytanie: Jeżeli demokracja – czyli ta demokracja, w której żyjemy – chwieje się pod naporem kryzysu gospodarczego i jest bezsilna w zapewnianiu woli i interesu wielości, to być może już czas aby uznać tę formę demokracji za przestarzałą?

Jeśli siłom bogactwa i finansów udało się zdominować rzekomo demokratyczne konstytucje, włączając w to Konstytucję Stanów Zjednoczonych, czy proponowanie i tworzenie nowych postaci konstytucyjnych, które będą w stanie otworzyć ulice po to, by raz jeszcze podjąć projekt pogoni za kolektywnym szczęściem, nie jest dzisiaj możliwe czy nawet konieczne? Wraz z takim rozumowaniem oraz żądaniami, które był już bardzo żywotne w protestujących obozowiskach Europy i rejonu Morza Śródziemnego, protesty rozlewające się z Wall Street na całe Stany Zjednoczone wskazują na potrzebę nowego demokratycznego procesu konstytuującego.